Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

przedsięwziąć takie kroki śledcze, na jakie mu czas pozwalał. Czynności te polegały po największej części na uporczywem wpatrywaniu się w obcego przy każdem spotkaniu, lub na wypytywaniu się o niego ludzi, którzy go nigdy nie widzieli. Ale nie udało mu się nic wyśledzić.
Do innej szkoły myślicieli należał pan Fearenside, który bądź to przyjmował pogląd, że przybysz był srokaczem, lub też pogląd, do tego zbliżony. Silaz Durgan twierdził naprzykład, że gdyby jeno chciał się pokazywać na jarmarkach, toby zrobił fortunę w krótkim czasie, a będąc odrobinę teologiem, porównywał przybysza do człowieka o jednym talencie. Inny znowu pogląd wyjaśniał całą sprawę uwagą, że obcy jest niewinnym obłąkańcem. Ta opinia przedstawiała tę korzyść, że odrazu wyjaśniała wszystko. Pomiędzy temi głównemi grupami byli chwiejni i skłonni do kompromisu. Mieszkańcy Sussexu niewiele mają przesądów, to też dopiero po wypadkach kwietniowych zaczęły się po wsi rozchodzić wieści o rzeczach nadprzyrodzonych. A nawet wtedy wierzyły w nie jedynie kobiety.
Ale bez względu na to, co kto o nim myślał, nie lubili go wszyscy. Jego drażliwość, jakkolwiek zrozumiała dla mieszczanina, pracującego mózgiem, była rzeczą zdumiewającą dla spokojnych mieszkańców wioski w Sussex. Szalone gestykulowanie, które widywali przypadkiem, pośpieszny krok po zachodzie słońca, którym spadał na nich z po za spokojnych rogów ulic, nieludzkie uniemożliwianie wszystkich wysiłków zaspokojenia ciekawości, zamiłowanie zmierzchu, prowadzące do zamykania drzwi, opuszczania rolet, gaszenia świec