Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Wszyscy ku drzwiom! — przyczem wszyscy pytali się wzajem, co się stało i radzili się, jak mnie pochwycić.
Leżąc tak na ziemi, byłem przerażony do utraty przytomności. Może się wydawać obecnie rzeczą dziwną, że wtedy, w danej chwili, nie przyszło mi na myśl zdjąć ubrania, jak to niezwłocznie powinienem był uczynić. Nagle tuż przy mnie rozległ się okrzyk:
— Tu jest!
Zerwałem się na równe nogi, chwyciłem krzesło z kantorka, cisnąłem je z całej siły w głupca, który mnie odkrył, zawróciłem, za słupem wpadłem na drugiego, odpędziłem go na bok i pomknąłem na górę po schodach. On jednak nie upadł, krzyknął głośno i puścił się za mną na górę. Tam były nagromadzone w wielkiej ilości te jasnobarwne garnczki, jak się one tam nazywają?
— Dzbanki artystyczne — podpowiedział Kemp.
— Tak, tak. Artystyczne garnczki. Na najwyższym stopniu odwróciłem się, pochwyciłem jeden z wierzchu całego stosu i rozbiłem na jego głupim łbie za to, że biegł za mną! Cały stos garnczków zwalił się i usłyszałem krzyki oraz bieganinę na wszystkie strony. Pędziłem, jak opętany, do oddziału restauracyjnego, gdzie znalazł się jakiś człowiek w bieli, jakby kucharz, który także przyłączył się do pościgu. Uczyniłem jeszcze jeden zwrot, po którym znalazłem się wśród lamp i żelaztwa. Wszedłem po za kantorek i tu czekałem na kucharza, a gdy wtargnął na czele pościgu, obaliłem go na ziemię lampą. Kiedy on zbierał swe kości, ja, przykucnąwszy za kantorkiem, za-