Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ XVIII.
W domu przy ulicy Great Portland.


Przez chwilę Kemp siedział pogrążony w milczeniu, wpatrując się w plecy bezgłowej postaci, stojącej w oknie. Nagle żachnął się pod wpływem jakiejś myśli, powstał, ujął Człowieka Niewidzialnego za ramię i odprowadził go od okna.
— Jesteś znużony — powiedział — a mimo to ja siedzę, ty zaś spacerujesz. Siadaj.
Sam usiadł pomiędzy Griffinem a najbliższem oknem.
Przez chwilę Griffin siedział w milczeniu, poczem ciągnął dalej:
— Opuściłem już Chesilstowe College — gdy się to stało. Było to rok temu w grudniu. Nająłem sobie pokój w Londynie, mianowicie wielką nieumeblowaną izbę w ogromnym, źle prowadzonym pensyonacie, w biednej dzielnicy, niedaleko ulicy Great Portland Street. Izba wypełniła się niebawem instrumentami, zakupionemi za zrabowane pieniądze, a praca szła dalej, stale, z powodzeniem zbliżając się do końca. Byłem podobny do człowieka, wychodzącego z gęstwiny i spostrzegającego nagle jakąś tragedyę. Pojechałem dla pogrzebania ojca. Umysł mój ustawicznie tkwił w dociekaniach i nie kiwnąłem nawet palcem dla ocalenia jego dobrego imienia. Przypominam sobie pogrzeb — tani karawan, ceremonię pogrzebową skąpą, dzień wietrzny, mroźny, stok pagórka i starego przyjaciela z czasów uniwersyteckich, który odczytywał