Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Kempie! — zawołał Głos. — Trzymaj się Kempie!
Przy tych słowach palce ręki zacisnęły się mocniej.
Kempa ogarnęła niepohamowana chętka uwolnienia się, lecz ręka obandażowanego ramienia chwyciła go za barki, poczem Człowiek Niewidzialny podbił mu nogi i cisnął plecami na łóżko. Kemp otworzył usta, chciał krzyczeć, lecz róg prześcieradła znalazł się pomiędzy jego zębami. Człowiek Niewidzialny powalił go, ale ramiona miał wolne, więc uderzał niemi i wymierzał silne kopnięcie nogami.
— Uspokójże się, proszę cię — perswadował Człowiek Niewidzialny, trzymając go, pomimo licznych razów w żebra. — Na honor, jeszcze chwila, a doprowadzisz mnie do wściekłości!
Kemp wciąż się rzucał, a wtedy Człowiek Niewidzialny krzyknął mu w samo ucho:
— Leż spokojnie, głupcze!
Kemp walczył jeszcze przez chwilę, wreszcie uległ.
— Jeżeli zaczniesz krzyczeć, grzmotnę cię w twarz — zagroził Człowiek Niewidzialny, odtykając mu usta. — Jestem Człowiekiem Niewidzialnym. To nie czarnoksięstwo, ani magia. Jestem wistocie Człowiekiem Niewidzialnym. Przytem potrzebuję twojej pomocy. Ani myślę robić ci krzywdy, ale musiałbym użyć gwałtu, gdybyś zaczął się zachowywać jak nieokrzesany gbur. Czy nie przypominasz mnie sobie? Jestem Griffin z University College.