Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Wiem ja dobrze, w jakim kraju jestem — odparł mężczyzna z brodą. — Będę mu strzelał pod nogi. Odsuńcie rygle.
— Tylko niech ta historya nie strzela za mojemi plecami — rzekł bufetowy, wyzierając po przez storę.
— Bądź pan o swoje plecy spokojny — zapewnił mężczyzna z brodą i pochyliwszy się nieco, z gotowym rewolwerem wyczekiwał. Bufetowy, woźnica i policyant rozglądali się dokoła.
— Wchodź! — rzekł brodaty mężczyzna przyciszonym głosem, cofając się wstecz i wpatrując w zamknięte drzwi, a rewolwer ukrywając za sobą.
Nikt atoli nie wchodził, drzwi pozostawały zamknięte. W pięć minut potem, gdy inny woźnica wetknął głowę ostrożnie przez okno, oni wciąż jeszcze czekali. Wtedy właśnie wylękła twarz wyjrzała z sali, udzielając objaśnień.
— Czy wszystkie drzwi domu pozamykane? — spytał Marvel. — Obchodzi dokoła, myszkuje. Jest taki chytry, jak sam dyabeł.
— Do kata! — zawołał gruby bufetowy — pozostał jeszcze tył! Pilnujcie wy drzwi tutaj, a ja...
Obejrzał się wkoło bezradnie. Drzwi od sali zamknęły się z trzaskiem i usłyszeli zgryt klucza.
— Pozostały jeszcze drzwi prywatnego mieszkania i podwórzowe — powtórzył bufetowy i wybiegł z bufetu.
Za chwilę powrócił z nożem do krajania mięsa.
— Drzwi podwórzowe były otwarte — powiedział, a tłusta, dolna warga opadła mu na dół, co wyrażało przygnębienie.