Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


obecność dwu starych panien, Aglaji i Konstancji. Byłyby boleśnie rozczarowane, bowiem wierzyły w cnotliwość swego pana i opiekuna równie silnie, jak w majestat cesarza.
Dawniej, gdy był młody, przypuszczały pewne zboczenia uwielbianego człowieka i patrzyły przez palce. Jakżeby jednak mógł to czynić teraz, będąc tak poważnym i statecznym.
Crammon zaprosił swych gości do gabinetu wykwintnego hotelu, gdzie go znano i ceniono wielce. Było kilku młodzieńców z arystokracji, wobec których miał Crammon zobowiązania, zaś żeńską część stanowiły trzy, w sam raz zabawne, eleganckie i potulne dziewczęta. Crammon zwał je przyjaciółkami swemi, ale traktował ospale i cierpko, dając do zrozumienia, że jest tylko kierownikiem zabawy, która go zgoła nie obchodzi.
Wszyscy zebrani byli mu obojętni, a najwięcej sympatji odczuwał dla szpakowatego fortepianisty, o długich lokach. Muzykus przymykał oczy i uśmiechał się, grając coś melancholijnego, zupełnie tak jak dwadzieścia lal temu, gdy Crammon rwał się na podbój nieba. Toteż podsuwał mu raz po raz łakocie i papierosy.
Stół uginał się pod ciężarem potraw i win. Dosypywano pieprzu do szampana, by zwiększyć pragnienie. Panowie zabawiali się w ten sposób, że jedząc wiśnie, rzucali pestki za gorsy dam. Damy coraz to wprawniej pokonywały prawo grawitacji, ukazując urocze trzewiczki i szeleszczące jedwabiem, oraz koronkami nóżki tam, gdzie zazwyczaj obowiązuje szanowna pozycja pionowa. Najruchliwsza z nich, subretka znana w mieście, skoczyła na płytę fortepianu i przy akompanja-