Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


łem odpowiedzi. Milczymy i stajemy dzikimi, gdy żywe serce łaknie prawdy, i zawarty w niem zmrożony Chrystus chciałby odżyć i ujrzeć słońce nowego dnia. Gdzież jest prawdziwe królestwo szatana tu, czy... tam, gdzieś na jakiejś bardziej jeszcze przeklętej gwieździe. Dusze jęczą w męce, a Bóg nie unicestwia zła. Napisano, że Pan rzekł szatanowi: — Skąd idziesz? — A szatan odrzekł: — Chodzę po ziemi i węszę!
Poprosiła, bym wysłuchał jej spowiedzi i dał rozgrzeszenie. Nic atoli nie wydało mi się w niej grzesznem. Ujrzałem jeno pustkę i opuszczenie, gołe ściany izby, ulice oświetlone migotliwemi latarniami i ludzi o spojrzeniu bezlitosnem. To wszystko zobaczyłem wyraźnie i uznałem ją za wolną od wszelkiej winy, obiecując niebo. Uśmiechnęła się, a gdym jej na żądanie podał rękę, ucałowała ją, zanim mogłem cofnąć. To było wczoraj.
Milczał przez chwilę zadumany, potem coś powtórzył:
— To było wczoraj, dzisiaj zaś nie poszedłem tam ze strachu przed jej śmiercią. Może już nie żyje.
— Jeśli pan chce iść zaraz, gotów jestem! — rzekł Krystjan nieśmiało. — Za godzinę będziemy na miejscu. Pójdę z panem.
— A więc chodźmy! — odparł Amadeusz, odetchnął głęboko i wstał.

20.

W godzinę potem stanęli w osiedlu kmiecia. Drzwi stajni otwarto na ścieżaj. Otaczali je parobcy i dziewki. Siary parobek trzymał wzniesioną wielką latarnię, a wszyscy zaglądali do zagrodzenia. W tem chwiejnem i skąpem świetle miały te twarze wyraz zdziwienia