Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nic mogąc wykonać ruchu. Odczułem zaraz wszystkiemi nerwami, że na mnie pada podejrzenie. Szukano w sieni, na schodach, potem w ogrodzie, na świeżym śniegu i znowu w pokoju, gdyż Adelina twierdziła stanowczo, że zdjęła pierścień i zapomniała na stole. Potwierdzałem to, mimo żem pierścienia na stole nie widział, a wszystko co czyniła było mi pół snem jeno. Słowa, jakie zamieniała ze służbą, wydały mi się skierowane przeciw mnie, w ich minach czytałem podejrzenie, pobladłem, poczerwieniałem i kazałem wrócić chłopcom, których zrazu odprawiłem, biorąc ich na spytki.
Powiedzieli, że należy szukać w ich pokoju i patrzyli mi w oczy urągliwie. Poprosiłem Adelinę, by kazała przetrząsnąć także i mój pokój. Uczyniła gest odmowny, zaraz jednak wspomniała, na swe usprawiedliwienie, że pierścień ten ma dla niej wyjątkową wartość i nie chciałaby go utracić. Tymczasem wszedł do pokoju zarządca dóbr, który przypadkowo nocował w Halbertsroda, i nie oddawszy mi ukłonu mierzył mnie w milczeniu ponuremi oczyma.
Zatrzęsło się we mnie wszystko, widziałem, że jestem bezbronny wobec podejrzenia i powiedziałem sobie: — A może istotnie skradłeś pierścionek. Upadek ze stanu poprzedniego w obecny nikczemny i szkaradny, nastąpił tak niespodzianie, że wybuchnąłem śmiechem i jąłem usilnie nalegać, by przeszukano mój pokój, rzeczy i mnie samego.
Zawiadowca dóbr poszeptał coś z Adeliną. Spojrzała nań pół przytomnie i wyszła. Opróżniłem wobec zawiadowcy kieszenie, polem ruszyłem z nim do mego pokoju. Usiadłem przy oknie, on zaś wyciągał szuflady komody jedną po drugiej, potem otworzył szafę. Poko-