Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czasu? Jesteś narazie graczem, który płaci znaczkami, niebaczny, że je wykupić niebawem musi.
— Wszystko to jest prawda! — przyznał Krystjan.
— A więc?
— W niczem jednak nie wpłynie na moje postępowanie.
— Jeszcze tydzień temu, takiego nabrałeś wstrętu do tej nory, że poszedłeś spać do hotelu Westminster.
— To prawda. Ale skąd wiesz?
— To obojętne. Czy chcesz zadusić swa duszę w tej atmosferze? Poszukaj drogi wyjścia. Ta Engelschall, jej matka i bral uczynią ci życie piekłem. W ich szponach gorzej ci będzie, niż biedakowi w pazurach lichwiarza. Wiesz chyba jakie żywią zamiary, bo dziecku byłoby to jasne. Dlatego ostrzegam. Oni i inni, z którymi się wdajesz, do coraz to większej doprowadzać cię będą rozpaczy.
— Nie boję się, Amadeuszu! — oświadczył Krystjan — Nie rozumiem tylko, — dodał zcicha — że to ty właśnie usiłujesz odwieść mnie od tego, co uznałem za słuszne i konieczne.
Voss odparł gwałtownie:
— Położyłeś mi deskę, po której mam dojść do brzegu, czemuż mnie chcesz strącić w przepaść, zanim tam slanę? Bądź czem jesteś! Nie zmieniaj się w cień w oczach moich! Nie zabieraj deski, gdyż w takim razie nie wiem, co się stać może z nami oboma.
Twarz jego przybrała straszny wygląd, a zaciśnięte pięści drżały.

11.

Żyjąc wśród coraz to większego ucisku i niepokoju, otoczony ludźmi wrogimi, niedowierzającymi, drwiącymi i zdjętymi ponurą chciwością, wspominał Kry-