Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miast nastawił chciwie uszu na jęki dolatujące z więzień i drżał potem przez sen z trwogi.
Teraz bawi się biedakami, sprawami biedaków, chodzi tu i tam, zbiera, delektuje się, sięga po różne rzeczy, chcąc wiedzieć co zawierają, co znaczą, ale w gruncie jest ciągle taki sam, jak zawsze. Niema w tem zbawienia dla duszy, bowiem napisano: Czego oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ni serce nie objęło, zgotował Bóg tym, którzy go miłują.
Czemuż atoli trzyma się go ta kobieta? Czemu odrzuca sumy niezmierne, ofiarowane przez rodzinę, byle go opuściła? Czemu bez oporu wraca w dzielnice, gdzie żyła poprzednio, skoro pożąda i pożądać musi jego złota, klejnotów, wił, ogrodów, jego potęgi i swobody?
Co ją trzyma? Jaka się tu kryje sztuczka djabelska? Pewnego dnia podczas straszliwej zawiei śnieżnej szliśmy obaj do jego mieszkania. Dał mi przed chwilą do czytania list przyjaciela swego Crammona, płaczliwe brednie, godne podlotka, nie zaś człowieka rozsądnego. Zawrzałem gniewem i palnąłem mówkę, którą on zlekceważył.
Polem opowiedział mi o wczorajszej wizycie barona v. Thiingen, dawnego kompana. Pamięta pani może tego adoratora Ewy Sorel, rudowłosego błazna salonowego. Odnalazłszy go z trudem, przesiedział pół dnia, narzekając na nudy. Wyraził tęsknotę za innem życiem i prosił, by mu Krystjan pozwolił odwiedzać się czasem.
Wszystko to opowiedział mi, napoły zmieszany, napoły zdziwiony, ja zaś oświadczyłem, że jest to prosiak o popsutym żołądku, który pożąda pieprznej przyprawy. Nie wziął mi tego za złe, rzekł tylko, że nie chciałby wydawać sądu przedwcześnie. Pobił mnie te-