Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie mieszkała nigdy w domu czynszowym, gdzie. nad głową i pod nogami inni ludzie wiedli swój wstrętnie marny żywot. Z goryczą nadsłuchiwała tych odgłosów, czując się poniżoną, koszarowością obecnej egzystencji.
Nie było też nic miłego czekać każdego ranka na wstanie z łóżka męża i pana. Musiała dbać, by mu niczego nie zbrakło do śniadania, stać na uboczu, dopóki nic załatwią swych spraw fryzjer, masażysta, szofer, posłaniec z teatru i sekretarka.
Następnie znowu musiała wyczekiwać aż wróci z próby, wyczerpany, głodny. Chciał mieć jedzenie smakowite i dostatnie, a połykał wszystko, niby żer pospolity.
Potem trzeba było chronić go od gwaru i wizyt, oraz telefonowania obcych ludzi w czasie, gdy uczył się roli, udzielać informacyj, odmawiać zaproszeń, pozbywać się natrętów, lub uspakajać zniecierpliwionych.
Wszystko ciążyło jej bardzo, ale panowała nad sobą jak wówczas, kiedy jej przekłuto szpilką ramię.
Emanuel Herbst był bacznym obserwatorem, mistrzem niemal w rozpoznawaniu ludzi, toteż zaraz uświadomił sobie stosunek wzajemny małżonków.
— Rzecz jasna, — mówił sobie, — Edgar nie dał jej tego, na co miała nadzieję. Była pewne, że go może codziennie obierać, jak cebulę, ciągle natrafiając na nowy pokład, coraz to inny i interesujący. Toby było odszkodowaniem za poniesioną ofiarę. Tymczasem on jest zawsze taki sam, zmienia tylko kostjumy i szminki. Napełnia puste naczynie coraz nową treścią, sam jeno skromnie służąc sprawie, ona zaś ma mu to za złe, a im bardziej go czyni winnym, tem większą staje się jej władza. Jego w dodatku nuży owo zacieśnianie