Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ciągnął dalej Markuse, odprowadzając go do drzwi — przedziwna, zaiste dama. Gdy weszła, pomyślałem: Czyż tak się chodzi? Czy możliwe jest tak chodzić? Niebawem dowiedziałem się, że jest to słynna tancerka. Stanęła w Palasthotelu a zatrzymała się na dzień jeden w przejeździe z Paryża do Rosji poto tylko, by zobaczyć Ignifera. Pokazałem jej djament. Conajmniej przez pięć minut stała bez ruchu, a miała taki wyraz twarzy, że gdyby klejnot nie stanowił znacznej części majątku mego, byłbym poprosił, by go raczyła przyjąć w darze. Nie często się to, coprawda przydarza w moim zawodzie. Miała wrócić tu dzisiaj, ale jak powiedziałem, minął czas.
— Może znasz pan jej nazwisko? — spytał Krystjan nieśmiało.
— Owszem. To Ewa Sorel. Czyś pan o niej słyszał?
Krew uderzyła Krystjanowi do twarzy. Puścił trzymaną w dłoni klamkę.
— Ewa Sorel, tutaj? — mruknął do siebie.
Opanował się coprędzej i otworzył drzwi, wiodące do pustego pokoju, którego posadzkę zaścielał czerwony dywan, a wzdłuż ścian widniały hebanowe szafy. W tejsamej niemal chwili rozwarto drzwi przeciwległe i w progu stanęła Ewa Sorel, za nią zaś widać było czterech mężczyzn.
Krystjan przystanął.
— Eidolon! — wykrzyknęła Ewa i złożyła ręce gestem sobie jeno właściwym, pełnym zachwytu i szczęścia.

8.

Krystjan nie znał panów, którzy jej towarzyszyli. Z rysów twarzy i stroju można ich było wziąć za cudzoziemców. Nawykli do najdziwniejszych przygód