Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mon. — Edgar Lorm, wielki artysta ma książęce dochody.
— Wielki artysta? — przerwała niecierpliwie, czyniąc gest wzgardliwy. — To mi całkiem nie wystarcza. Coprawda, płaci się tych łudzi, często nawet bardzo dobrze, ale to zawsze osobistości podejrzane. Robi im się honory, nawet w naszych sferach, czego nigdy zrozumieć nie mogłam. Judyta pożałuje gorzko szaleństwa swego, a dla mnie i męża, ciężkie to rozczarowanie.
Westchnęła znowu i zerknęła płochliwie na Crammona, jednocześnie zaś spylała z pozoru obojętnie:
— Czy miałeś pan w czasach ostatnich list od Krystjana?
Crammon zaprzeczył.
— Od dwu miesięcy brak nam wszelakiej wieści! — dodała pani Wahnschaffe i znowu spojrzała, ale jasnem jej było teraz, że nie może się odeń dowiedzieć niczego. Nie panował w tej chwili nad wyrazem swej twarzy i wyraźna w niem była troska, trawiąca go od dawna.
Poniż balkonu paradował paw. Roztoczył krąg świetnych, migocących w słońcu piór i wrzasnął obrzydliwie.
— Słyszałem, że wyjechał, wraz z synem leśnika! — powiedział, jednocześnie podnosząc brwi w ten sposób, że wyglądał jak średniowieczna maska djabelska. Ale dokąd się udał, co do tego mogę jeno snuć przypuszczenia i nie ośmieliłbym się mówić o nich, łaskawej pani. Możliwem jest, że skrzyżują się drogi nasze. Rozsianie było jaknajlepsze. Toteż nie wątpię, że takie samo będzie powitanie.