Strona:PL Waleria Marrene Morzkowska Bożek Miljon.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kiljan nie zraził się tem mało zachęcającem przyjęciem.
— Niewiem czy wiesz — zapytał patrząc w twarz exkamerdynera, — że hrabia Wilhelm żeni się w tym miesiącu.
Słowa te, będące prostym wstępem do historji odkryć Kiljana, zrobiły na ojcu Andzi wrażenie gorącego żelaza, przyłożonego do świeżej rany. Porwał się z miejsca jak rozwścieczony bólem.
— Tak, tak! — zawołał wygrażając nieobecnemu zaciśniętą pięścią; tak, on się żeni, a moja biedna córka umarła. Tak zawsze bywa. Stary posyłał nas do Ameryki, obiecywał złote góry, chciał się pozbyć nas jakimbądź kosztem: przyszła śmierć i uprzątnęła mu drogę. Ale ja pomścić ją muszę, ja ją pomszczę.
Zamilkł wlepiając szeroko rozwarte oczy przed siebie, jakby szukając zemsty, i tego co na nią zasłużył. Wzrok jego padł na Kiljana o którym zdawał się zapominać, i nagle źrenice jego zapalały jak u dzikiego zwierza, znajdującego zdobycz pożądaną. W tym spaczonym umyśle widok młodego człowieka obudził w końcu myśl wyraźną. Czyż nie miał w ręku swojem zemsty straszniejszej niż był w stanie wymarzyć? czyż los i byt Horeckich nie zależał od słowa jednego, które on, Ciarkowski, mógł wymówić? Hrabia Wilhelm może nie wiedział o tem; bez troski i trwogi używał życia, depcąc lu-