Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T2.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jakby miał żyć na wieki, tak daleko strzelił
Myślami; jakby toczył z pełnego achtela:
Choć pochyli, zwietrzałe choć już pije męty,
Szynkuje, jakoby miał dopiero poczęty.
Aleć się i tu głupi oszukują starcy,
Kładąc wedle Dawida ośmdziesiąt w niem garcy;
Ślepi, choć na każdy dzień mogą widzieć snadno,
Że tak silu pod samym wierzchem namaca dno.
Ledwie poczyna oddech w płuca brać hewarem,
Mrze przy piersi matczynej, nie bywszy człek starem.
Nie ufaj w beczkę tam, gdzie na czesie należy:
Przetnie śmierć obręcz, aż twe wino w moment zbieży.



Bies biedu perebude.


Ruska mówi przypowieść: bies biedu perebude;
Perestane li odna, zaraz druha bude.
Aleć w każdym języku prawdziwie się iści,
Jeszcze nad południowe słońce oczywiści.
Bo jako wał po wale kiedy morze mąci,
Piasek z brzegów spłókuje, o skałę roztrąci,
Tak żal, ból, strach i wszytko, co człowieka nędzi,
Jedno jedzie na drugim, jedno drugie pędzi.
Trafią na serce mężne, jako groch od ściany
Idą nazad i we czcze rozbiją się piany;
Trafią na mdłe i długą zwątlone żałobą,
W równi go z miałkiem piaskiem zabierają z sobą.
Krótki nam czas, dzień z nocą, noc ze dniem rozdziela
Od żalów i kłopotów światowe wesela.
Ledwie mizerna człeku pociecha zaświta.
W tropy żal, kwapiąc za nią, za ogon ją chwyta.