Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/404

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zawszeć węda niech moknie.


Sto razy wędą rybitw wodę w rzece zatnie,
A nic nie weźmie; często darmo ciągnie matnie,
Przecięż nigdy do domu próżny nie odchodzi,
Bo mu jedna godzina cały dzień nagrodzi.
Chociaż nas różnie i dni, i godziny dzielą,
Raz ledwie w garść, da pełną drugi raz kobielą.
Wczora jesiotr abo wyz, dzisia drobna płotka,
Postaremu to wszytko ryby, człeka potka,
Sto razy gracz po stole darmo kością ciska,
Aż abo do ostatka przegra, abo zyska.
Nie rozpaczaj, nie wskok łaj fortunę igraną,
Że raz, drugi omyli. Pódź z nią na wytrwaną.
Niech zawsze więcierz w strzesze, w wodzie wiśsi węda,
A doznasz, że się w łaskę jej obróci zrzęda.
I kość, która tak długo a darmo się tacza,
Ostatni raz rzucona rozweseli gracza.
Gdzie się najmniej spodziewasz, tam zastaniesz rybę;
I ptak ci sam w garść wpadnie przez dziorawą szybę,
Któryć umknął z pod sieci; wątpić o tym szkoda,
Że czego szczęście nie da, przyniesie przygoda.
Kto, straciwszy nadzieję, w desperacyi drzymie,
Pewne ubóstwo, prędka nędza się go imie.
Niech mu w dobroci Boskiej zawsze węda wisi:
Czyję duszę tu żalem serdecznym zakisi,
Niechaj mu iści śluby, mając przykład w Jeftem,
Opłakując swe grzechy, pewnie, jeśli nie w tem,
Gdzie prawdziwa pociecha nie ma miejsca w człeku,
Nagrodzi go stokrotnie w onym przyszłym wieku.