Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/019

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Co dwu abo trzech wie, już to nie sekret.


Tylkom to raz jednemu powiedział w sekrecie,
Aż o tym głośno prawią szragarki na trecie.
Uskarżał mi się samsiad. Rzekę: Mój kochany.
Kiedyś sam nie mógł w sobie zatrzymać milczanej,
Jakożeś się jej — pytam — spodziewać miał po kiem?
Choćby gęba milczała, wyporze się bokiem.
Już to nie sekret, co go dwaj abo trzej wiedzą:
Puściwszy ptaka, ujźrysz za dziesiątą miedzą.


Na toż drugi raz.


Nie darmo językowi dwa wały, dwa mury,
Wargi — mówię — i zęby dane od natury;
Nie darmo i rarodzy, i bystrzy sokoli
Noszą kapturki: żeby nie bujać po woli.
Próżno: jeśli języka rozum nie nskromi,
Wały i mury, wargi i zęby przełomi.


Wyuzdany język.

Mówią ludzie, krom wsżelkiej że nad wodę przeczy
Nikt mocniejszej pod słońcem nie wymyśli rzeczy:
Ma wielką i petarda, ma i mina władzą,
Mury, wały wyrzuca, kędy ją podsadzą;
Wżdy jest na minę woda, są na rzeki tamy,
Którymi je człek chełzna. Myśli tylko samej
Drugiemu językowi, jeśli się rozpądza,
Trudno hamulca, trudno przybierać wrzeciądza.
Skoro iskra afektu, dopadszy go, wzburzy,
Choćby najgłębiej serca petardą wynurzy.
Nie zaleje: im więcej owszem pije wina,
Tym szaleniej, tym wścieklej rzyga jego mina.