Strona:PL W klatce.djvu/400

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przyszłością uczyni? Położyłam rękę na sercu i zdało mi się, że zostały w niém nietknięte jeszcze skarby słodyczy, włożone tam ręką mojéj świętéj matki, i zasób prawości, który na mnie z krwią spłynął ojcowską. Zapragnęłam podnieść się i udoskonalić przez miłość wyłączną i trwałą, zapragnęłam rodzinnego ciepła, rodzinnych radości i obowiązków. Wtedy właśnie tyś mi podał rękę... przyjęłam ją. I nie kłamałam, mówiąc, że cię kocham, bo sama sobie w głębi serca mówiłam to samo.
Umilkła na chwilę i zdawała się zbierać siły do dalszego mówienia; oddech jéj stawał się szybkim, gorączkowym, rumieniec zalewał stopniowo bladą wprzódy twarz.
— Potém — mówiła daléj — przyjechałam tu z myślą o tobie, sercem i pragnieniami czystsza i zacniejsza. Zobaczyłam jego... i poczułam odzywające się we mnie demony zgubnych uniesień. Walczyłam... nie chciałam uledz... O walkach moich i cierpieniach wié obraz święty, przed którym codzień płakałam łzami krwawemi, o siłę Boga błagając... I widziałam, że on mnie pokochał... i zamiast odsunąć od siebie, pociągałam go coraz bardziéj, własnemi rękoma tworzyłam między nim a sobą łańcuch nierozerwany. Przyszła chwila, że jego twarz, jego słowa stały mi się tak potrzebnemi do życia, iż gdy mi ich brakło, nie czułam, że żyję, a kiedym pomyślała o tobie, zadrżałam, ujrzawszy, że w pamięci mojéj twoja postać