Strona:PL W klatce.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Będzie romansik! — odrzekł ten, uderzajęc językiem w podniebienie.
O prowincyo! piękna jesteś ze swemi wioskami o szerokich polach i ciemnych, wonnych lasach; piękna prostotą serc ludowych, rzewna mozołem i łzami biednych.
Na tle twojém poeci snują sielanki, śród ciszy twéj mędrzec lubi w badaniach utonąć, a kochankom błogo przepędzać chwile miłosne.
Lecz, o prowincyo! straszna jesteś przesądami swemi, okropna plotkami i pretensyami swoich mieszkańców, które, jak ospa szpecą i psują piękne twe oblicze. Plagą jesteś dla tych, którym pozazdrościsz piękności lub wyższego rozumu.
I nie wstydzić się tobie śmiesznostek, płynących z niezgrabności zewnętrznéj i braku ogłady, bo pod grubą powierzchnią może się kryć serce złote; ale wstyd niech ci będzie twoich żądeł kąsających boleśnie, twoich zazdrości, potwarzy i nieprzełamanych przesądów!...
O, gdyby serca twoich mieszkańców były tak szerokie, jak twoich pól rozłogi; gdyby ich umysły rozjaśniły się światłem prawdziwém tak promiennie, jak pod wiosenném słońcem rozjaśniają się złote kobierce łąk twoich i drżące młodemi listkami głębie twoich gajów; gdyby ludzie, którzy cię zamieszkują, żyli ze sobą w takiéj zgodzie, jak ptaszki unoszące się nad głowami rolników i byli tak pełni prostoty, jak pię-