Strona:PL W klatce.djvu/190

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pan Dembowski jednak, tak był skrupulatnie sumienny i uczciwy, że za daturę nawet i hortensyą gniewał się na córki, dowodząc, że nie powinny brać ich z cieplarni, boć przecie on kwiatów w Jodłowéj nie wziął w dzierżawę, a więc nie ma do nich prawa.
W tém-to szlacheckiém mieszkaniu, jednego z ostatnich dni kwietniowych, wielki panował rozruch. Pan Dembowski wszedł z rana do pokoju żony i córek z listem w ręku i rzekł:
— Pani Warska dziś wieczorem do Jodłowéj przyjedzie. Niech jéjmość z dziewczętami obejdzie ogród i dziedziniec, mosanie tego, i napędzi ogrodników, aby u nich wszystko było w należytym porządku. Reszta moja rzecz.
Po chwili stentorowy głos dzierżawcy brzmiał w stajniach i kuchni; furmani wyprowadzali konie, wierzchowce przepędzając na linach, powozowe pojąc i czyszcząc, a kucharze krzątali się tak, aż dym gęstemi kłębami buchał z kuchennych kominów. Pani Dembowska chodziła po wszystkich drogach i dróżkach ogrodu, patrząc, czy starannie wygracowane, a panienki, z pomocą małych ogrodniczków, układały do salonów bukiety i kosze z kwiatami, a oprócz tego, odświeżały własne sukienki i wstążeczki, aby módz przyzwoicie pokazać się przybywającéj dziedziczce, światowéj, jak mówiły, i eleganckiéj pani.
Gdy rozniosła się po dworze wieść o mającém za kilka godzin nastąpić przybyciu pani Warskiéj, nikt