Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Marzyciel Szkic powieściowy.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


z żoną i córkami, a odprowadzał ich cały rodzinny kahał. Ciotki w perukach, a kuzyni w pofrendzlowanych jupicach i z pejsami. Na stacji zrobił się gwałt i rejwach, bo kiedy pociąg ruszył, zaczęli wszyscy machać brudnemi chustkami, lecieć z pociągiem i wrzeszczeć:
— Do widzenia, stryj Izydor! Do widzenia, ciocie Regine! A pisz! A pisz!
Psiakrew, żeby takie ordynarne tałałajstwo śmiało się tak rozpierać!
Pieniądz z byle parcha robi króla! Można się wściec za złości!
Ja sobie kpiłem z tego rublowego entuzjazmu, ale zawiadowca, pomocnicy i ekspedytor weszli do wagonu pożegnać państwa Baum i życzyć im szczęśliwej podróży!… Ludzie zawsze muszą przed czemś bić pokłony, chociażby nawet przed cudzym miljonem! A we mnie wzbiera coraz większy wstręt i nienawiść!
Pani prezesowa zaprosiła mnie do siebie na herbatę.
Leje znów jak z cebra, błoto i strasznie ciemno; ale pójdę, przecież to jedyny w mieście dom, gdzie się nie spotyka kolejarzy.

Środa. Wciąż i bezustannie pada, czarno, ponuro, zimno i tak strasznie smutno! Pociągi przechodzą puste i zaszargane, jak chałaciarze; w bufecie ani żywej duszy, tylko pieski wyprawiają sobie wesela; nawet panna Marychna uśmiecha się