Strona:PL Władysław Stanisław Reymont - Komedyantka.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Miała tylko chwycić za miotłę, potem męża pijaka za kołnierz, wykrzyczeć kilkanaście wierszy wymyślań i narzekań, a następnie wyprowadzić go siłą za drzwi.
Zrobiła to za gwałtownie, ale tak szczerze schwyciła chłopa za kark i tak energicznie pomstowała na szynkarza, że była zupełnie prawdziwą, rozwściekloną babą wiejską.
Sytuacya była dosyć komiczna, bo chłop się tłómaczył i opierał, więc szmer śmiechów zerwał się w widowni, kiedy schodzili ze sceny.
Głogowski poszedł szukać Janki. Stała na schodkach, prowadzących do garderoby i jeszcze nie mogła przyjść do siebie; oczy jej promieniowały jakiemś głębokiem zadowoleniem.
— Bardzo dobrze!... to była chłopka prawdziwa! Masz pani temperament i głos, dwie pierwszorzędne rzeczy! — powiedział do niej Głogowski i odszedł na palcach na swoje miejsce.
— Może zrobić wywołanie? — szepnął mu do ucha Cabiński.
— Zdechnij pan i idź do dyabła! — odpowiedział również cicho i poczuł szaloną chętkę uderzenia go w ucharakteryzowaną twarz, ale znowu przyszła mu nowa myśl, bo zobaczył nianię, stojącą niedaleko i surowo, a z pewnem nabożeństwem patrzącą na scenę.
— Nianiu!
Niania niechętnie podeszła do Głogowskiego.
— Powiedzcie nianiu, jak się wam widzi ta kumedya? — spytał ciekawie.
— Przezwisko je niepolityczne całkiem... Chamy!...