Strona:PL Władysław Bełza - Dla polskich dzieci.djvu/301

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystko z Bożej wziął szczodroty
I na roli i pod rolą:
Miał żelazo na brzeszczoty
I chleb własną krasił solą.

A gdzie wysłał wzrok na zwiady,
Bóg go hojnem cieszył wianem:
Kwieciem śmiały mu się sady,
Łany zbożem, łąki sianem...

Zwierza w lasach miał niemało,
Wody rybne, ule rojne,
Samo życie mu się śmiało,
Pracowite i spokojne.



II

Jak nie kochać takiej ziemi,
Gdzie go w łasce swej Bóg chował?
I gdzie wspólnie z braćmi swemi,
Żył poczciwie i pracował?

Inne ludy, dziwna siła,
Wśród bezmiernych stron rozmiata,
Dlań kolebka i mogiła,
Granicami były świata.

Z sąsiadami żył on w zgodzie,
Chętny w radzie i w posłudze,