Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przebudziła mu serce i żarem tchnęła na obojętność lat młodocianych.
W chwili, o któréj mówimy, Rio-Santo marzył, a marzył o miłości. W oddaloném zwierciadle jakieś zachwycenie, nakształt teatralnéj dekoracyi, przedstawiało się jego duszy; widział on jasno ową dziewicę, wznoszącą ku niemu z zaufaniem, czule i lękliwie, wzrok swój anielski. Orkiestra wtórowała melodyi, osnutéj na jednym z owych prostych a czułych motywów, jakie natchnieni bardowie zielonéj Irlandyi, znajdują w dzikich zaroślach. Rzecby można, że arya ta, zostawała w bezpośrednim i rzeczywistym stosunku z młodą wymarzoną dziewicą, a to być bardzo mogło, bo chodziło o wspomnienie. Twarz Rio-Santa wyrażała pewien rodzaj zachwycenia, połączonego z melancholią.
Gdy orkiestra ostatnim swym akkordem pokryła ostatnie drgania głosu śpiewaka, jedna łza przebiła się przez długie i na-pół spuszczone czarne rzęsy jego powieki.
— Maryo, szepnął, słodka moja Maryo!
— Biédna Maryo! zawołała w tejże chwili miss Dyanna Stewart, dziewica z którą rozma-