Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Widzisz tę piękną dziewicę, tam, przy churze?
— Widzę ich kilka.
— Najpiękniejszą.
— To według gustu.
— Tę właśnie co zamyka swą książkę od nabożeństwa.
— Kwestarkę?
— Tak... Pójdziesz za nią, dowiesz się co to za jedna i jutro zdasz mi z tego sprawę.
Bob-Lantern uczynił znak potwierdzający, a pan Edward włożywszy nakoniec rękawiczkę, wyszedł z kościoła. Przechodził tuż obok Stefana, ale nie uważał na nienawistne spojrzenia, które młody doktor rzucił na niego. Klara ścigała go wzrokiem aż do drzwi.
Zaledwie oddalił się, zaraz Stefan podbiegł ku Bob-Lanternowi.
— Nazwisko tego człowieka? rzekł.
— Jakiego człowieka? spytał Bob, zamiast udzielenia odpowiedzi.
— Człowieka, który dopiéro z tobą rozmawiał.
— To nie człowiek, rzekł Bob z przesadą, to pan.
— Jego nazwisko?