Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/672

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Oko pięknéj dziewicy błysnęło promieniem szczęścia.
— Dziękuję, rzekła, przytłumionym głosem. Wierzę ci Brianie i dumna jestem twoją miłością.
Podała rękę Brianowi i spytała:
— Skąd przybywasz milordzie?
Zdziwionym wzrokiem przebiegła Lancestra od stóp do głów, bo też w rzeczy saméj dziwnie wyglądał.
Rozpierzchły włos zakrywał mu część twarzy. Krople krwi i potu spływały mu z czoła. Nieład w jego ubiorze tém bardziéj uderzał, że zwykle cechowała go staranna przyzwoitość w niczém nie ustępująca przepisom mody. Cienki czarny frak w kilku miejscach był rozdarty; rozwiązaną chustkę na szyi zaledwo utrzymywał słaby i wszelkiego stylu pozbawiony węzeł. Błyszczące zwykle bóty pełne były plam błotnistych, a koronkowy napierśnik pognieciony i podarty w kilku miejscach, wisiał na poszarpanym kołnierzu aksamitnéj jego kamizelki. Kapelusz, który wszedłszy postawił na krześle, wszelki postradał kształt, a przez podarte rękawiczki widać było podrapaną skórę na jego ręku.