Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/666

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Miała więc umierać teraz kiedy zaledwie szczęścia kosztować poczęta?...
Nie, nie śmiała tego uczynić. Często, gdy Brian był przy niéj, usta jéj otwierały się wraz z sercem: tylko co nie odkryła wszystkiego człowiekowi, który miał prawo wiedziéć o wszystkiém. Lecz czyliż nie ostrzeżono ją, że niebezpieczeństwo nie tylko jéj saméj grozi i że tajemniczy miecz stowarzyszenia spaść także może na głowę Lancestra?
Milczała, pewna że w pobliżu niéj jest otwarte ucho, które ją słucha. Myśl ta zabijała jéj radość, i zatruwała szczęśliwe chwile obecności Briana; ale skarżyć się nie mogła, mimo więc swéj dumy i szczerości pokrywała uśmiechem tłoczącą ją troskę.
Ale nie tu był jeszcze koniec jéj cierpień. Lancester prosił o jéj rękę. Zrazu mocno ją to uradowało, bo cóż piękniejszego wymarzyć mogła nad związek ze śmiercią tylko rozłączyć się mający? Ale każdy dzień nową był dla niéj nauką. Poznała, że świat temu związkowi, który mniemała być tak pięknym i prostym, przepisał nieprzełamane prawidła, i zadrżała na samą myśl swego położenia ubarwionego tytułem księżni-