Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


znikały. Podczas jednego z tych kapryśnych zwrotów, które czynił nasz marzyciel, Stefan zgubił go zupełnie i, mimo wszelkich starań, nie mógł dostrzedz na-nowo. — Wówczas Stefan pobiegł w przeciwną stronę kościoła, aby mógł przytrzymać nędznika, któremu przypisywał świętokradzkie zamiary; lecz nigdzie go nie napotkał.
Znajdował się więc w szczególnym kłopocie; bo miałże dla prostego tylko podejrzenia, które zrazu mogłoby się wydać każdemu niedorzecznem, przerwać religijny obrzęd i kazać oświetlić nawę? Miał-że czekać na krzyk lub jęki, któreby mu wskazały miejsce, gdzie ma nieść pomoc? Piérwszy środek był zapewne najpewniejszy i najlepszy; ale Stefan nie śmiał go użyć. Czekał, dręczony rodzajem jakiejś gorączkowéj niespokojności, i jakby słyszał czasami chrapowaty i omdlewający głos człowieka, któremu śmiertelny cios zadano.
Święta i harmonijna muzyka psalmów ciągle się rozlegała po sklepieniu.
Szczególny i zarazem straszny istniał w téj chwili kontrast pomiędzy melodyjnemi odgłosami churu, a grobową ciszą nawy; między blaskiem piérwszego i głęboką nocą drugiéj; zwła-