Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/651

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mogą, ale przeciw którym walczyć nie mamy prawa... jak się zdaje.
— Tłómacz się jaśniéj a prędko! rzekł Rio-Santo.
— Każda choroba, milordzie, ma swe antidotum; natura jest zupełną; nauka tylko sama niedostateczną i ograniczoną... Potrzeba doświadczać. A więc doświadczać na miss Trewor...
— Strzeż się tego, strzeż! żywo zawołał markiz.
— Cieszę się, milordzie, £e uprzedzasz myśl moję; musimy więc doświadczać na kim innym. Ale tu nie trup pokrajany w kawałki będzie mógł oświecić moję niewiadomość. Ja życie badać muszę i na dziewicy w równym z miss Maryą wieku sztucznie wywołać zjawiska podobne do oznak choroby miss Maryi...
— Ależ to okropne, mości panie! rzekł markiz z odrazą.
— Tak jest milordzie... wywoławszy te zjawiaska muszę je pokonywać, muszę na oślep szukać lekarstwa...
— Ależ, może to znowu będzie jakie zabójstwo!