Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/623

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jest tutaj! mruknął Bob. Można powiedzieć, iż ona go czuje!... Cierpliwości moja ładna, przyjmiemy twego ojca jak należy.
— Anno! wyjąknęła znowu Klara wpadając w sen głęboki.
Bob wrócił na swoje stanowisko. Laird był już tylko o pięć lub sześć stóp od łodzi. — Nie przeszło minuty, a Bob wspiął się na palce; wiosło zakreśliło na wodzie krzywą linię, laird zniknął i już go więcéj nie widziano.
— Dobrze trafił! z uniesieniem zawołała oberżystka; czy widziałeś master Gruff?... Tybyś pewno tego nie dokazał!...
— Angus Mac-Farlane zawsze u nas stawał Babetto, smutno rzekł oberżysta; oby Bóg zlitował się nad jego duszą.
— Co ty tam Boga mięszasz w takie rzeczy master Gruff?... O! pięknie go poczęstował, ale też i czas był po temu!... Oto księżyc zaczyna kryć się za chmurę... Jeszcze minuta, a nie bylibyśmy nic widzieli...
Bob spokojnie położył wiosło i w milczeniu zacierał ręce, patrząc na miejsce, w którém zniknął laird. Nic nie dostrzegł. Woda zamknęła się nad swą zdobyczą.