Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/617

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Łodź Boba zdawała się być próżną, płynęła w górę rzeki trzymając się ciągle kanału najbliższego lewemu brzegowi. Bob sam położył się na dnie łodzi tak, że tylko mu z niéj głowę było widać.
Przestrzeń, którą miał przebyć, była krótką. Nie tyle znaczyło płynąć prędko, co przybyć, bez przeszkody, a Bob wyrachował w swéj mądrości, że łodź ślizgając się prawie niewidzialna po téj części rzeki, w któréj nie ma pędu, o tysiąc przeciw jednemu, mogła przejść nie postrzeżona.
Jak mógł najlepiéj umieścił w łodzi obie siostry i co chwila przekonywał się, czy wygodnie leżą. Troskliwość handlarza o swój towar najpodobniejszą jest do pieczołowitości ojca dla córek.
W chwili gdy się dało słyszeć szczekanie, zdejmował właśnie kaftan i kładł go pod głowę Annie. Ten znany mu odgłos wstrząsnął nim jak iskra elektryczna. Naprzód stanął jak wryty, potém podniósł głowę do góry i spojrzał wkoło łodzi.
— Co to u djabła znaczy? mruknął, czym ja już ślepy, że nigdzie nie widzę policyjnego statka? No! no! to zapewne jaki prawdziwy