Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przepaść, mówimy o czasie, w którym niepoznawał swéj namiętności. Czoło jego pałało; serce gwałtownie drgało mu w piersiach, a błędne oczy łzami się napełniały.
Przez kilka minut stał jakby zagłuszony tym ciosem. Silna jego i stanowcza natura usiłowała sama siebie przezwyciężyć, ale mu się nie udało. Podniósł pełne nienawiści oko na człowieka, którego sądził być swoim rywalem, i wypowiedział mu w głębi duszy walkę na śmierć.
Lecz człowiek ten ani myślał o tém. Oczy jego zawsze były zamknięte; na ustach pozostał zawsze jednaki uśmiéch.
Stefana cóś gwałtownie pociągało, aby dotknął jego ręki, wyprowadził z kościoła, wyzwał, i skończył z nim od jednego razu, ależ jaki wynaleźć ku temu powód? Zresztą jakkolwiek Stefan był odważnym i przez ciąg pięcioletniego w szkołach pobytu miał kilka pojedynków, zawsze jednak odzywał się w nim Szkot. Szpada i pistolet zdawały mu się wątpliwémi i niepewnémi środkami w tak ważnéj sprawie. Należał on do rzędu ludzi przezornych i logicznych w swéj zemście, którzy chętnie biją się za krzywe na nich spojrzenie, ale którzy sądzą, ze dla