Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/520

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


więc tego dopiąć mimo wszelkich przeszkód i jakiémi bądź środkami.
Nie mówimy już o biédnéj Maryi, która, chora na ciele, słaba na sercu, niezdecydowana i oszukana, na formalne zapytanie ciotki, odpowiedziała ze łzami, którym lady Campbell niezaniedbała nadać pożądanego znaczenia.
Mówimy o lordzie James Trewor.
Wyborny ten i prawy pan, rano odebrał list którego po przeczytaniu nikomu nie pokazał; ale wpadł w zły humor.
— Biédna Marya! mruczał przebiegając aleje małego parku swego; nigdybym się tego nie spodziewał po tym łotrze Franku!... Bo i w rzeczy améj, dla czegóż mam temu wierzyć?... cóż znaczy list bez podpisu?... Nic wcale, nic!...
W skutku tego mniemania, któremu zapewne żaden z naszych czytelników nic nie zarzuci, lord Trewor znowu brał do ręki list i znowu uważnie go odczytywał.
Był to grzech przeciw logice, którego uniknąć nie umieją najmędrsi nawet ludzie.
A gdy przeczytał, gniótł list ze złości i znowu rozpoczywał swój monolog.
— W istocie, — mówił, Frank był wczoraj roztargniony, zakłopotany... pamiętam to do-