Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/492

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


upadek kobiéty zdaje nam się zawsze tém głębszym im większą kiedyś była bałwochwalcza cześć, jaką nas natchnęła piérwsza kochana kobiéta, ten aniół promieniejący łagodnością, miłością; a mianowicie dla tego, że nasze najmilsze wspomnienia świętą zorzą otaczają szanowne czoło naszéj matki.
Atoli chociaż mężczyzn! nie byli tyle obrzydłymi, przewyższali jednak wszystko, cokolwiek najhaniebniejszego w dzień spotkać można na ulicach. Na ich twarzach, wielkiemi literami wyryte było potępienie; wzrok mieli fałszywy i chciwy, ruchy podstępne, postawy pełne wyuzdanego egoizmu. Wszędzie błoto, kał nieuleczony, cuchnący!
Wszyscy razem, mężczyzni, kobiéty, dzieci, tarzali się wspólnie, krzycząc, klnąc, płacząc, śpiewając, lub też wśród ogólnéj téj wrzawy, dając oznaki głośnych wybuchów ponuréj wesołości.
W jednym kącie sali stał tuzin pieców, z których rozpalonych i otwartych czeluści buchał szkodliwy i nieprzyjemny odor węgla ziemnego, a przebiegłszy po całéj sali, wydobywał się na wierzch przez otwór w suficie wybity. Z odorem