Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/430

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie, odpowiedziała; Stefan owszem bronił mię przeciw niemu.
— Przeciw komu? zapytała znowu Anna.
Klara spojrzała na nią, a wyraz pięknéj jéj twarzy nagle się zmienił.
— Nie wiém, szepnęła; co powiedziałam?... mówiłam jak zwykle każdy kto marzy.
— Mówiłaś o Stefanie, moja siostro.
— Tak... prawda... Słuchaj Anno.
I przyciągnęła młodszą siostrę do swego łona i pokryła jéj lice pocałunkami.
— Odgadłam twą tajemnicę, rzekła daléj; ty go kochasz... tém lepiéj! Ostatni list ojca naszego zapowiada rychłe jego przybycie... Ujrzémy go wkrótce, jutro może... Powiem mu o tém Anno: będziesz szczęśliwą.
— Więc ty go nie kochasz! rzekła Anna łkając i uśmiechając się zarazem.
— Ja?... ja nikogo nie kocham Anno, żywo odpowiedziała Klara; nikogo, czy słyszysz?... Bo i kogoż mogłabym kochać?
— Tak téż myślałam...
— Tobie zimno, moja siostro!... połóż się! połóż prędko!... Biédna Anna!... Jakżebym rada widzieć cię żoną naszego kuzyna, tyle szla-