Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Miaucz, Ślimaku, niegodziwy kocie, rzekł kapitan.
W téj chwili z głębi łodzi dało się słyszeć miauczenie doskonale udane. W kilka sekund potém od strony brzegu odezwało się głuche szczekanie.
Przeklęstwo! mruknął Paddy; jesteśmy zabarykadowani!... Ale mimo to, ten djabeł Saunie szczeka tak dzielnie, że nic można poznać czy to on, czy jaki brytan zbłąkany na ulicy... Miaucz jeszcze malcze!
I po raz drugi dał się słyszeć krzyk kota. — Odpowiedziało mu powtórne szczekanie.
— Rzecz niezawodna! mruknął Turnbull, to Saunie... Łódź strażnicza jest między nami a schodami..
Hultaje celniki! dodał Paddy, jak gdybyśmy co przemycali!... No, łotry! musimy zmienić kierunek i starać się przybić do lądu powyżej mostu... Szczęściem wiatr ustaje i mgła powraca... Pływaj, pływaj!...
Trzy łodzie razem ruszyły z miejsc; ale w chwili kiedy łódź Paddego wychodziła z cienia, czarna massa przepłynęła po przed trzema masztami kompanii.
— Ho! ho! zawołał głos rozkazujący.