Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/395

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jegomość zmarszczył brwi, ale Ślimak wcale się tém nie przeraził.
— Pójdź za inną!... powtórzył... Widzisz pan, ja chodzę tylko za ludźmi, których znam, a pana nie znam ani z Adama, ani z Ewy, do stu piorunów! jak mówi dzielny mój przyjaciel poczciwy kapitan O’Chrane.
Nowo przybyły przez chwilę z uśmiechem mu się przypatrywał.
— To mi jakiś zuchwały, ten mały szelma, mruknął.
Potem biorąc go za rękę zrobił mu wskazującym palcem krzyż na dłoni i rzekł: Gentlman of the night.
Ah! tak! to co innego! rzekł Sliwak poważnie; teraz pan mówisz jak należy... Ale pojmujesz milordzie, iż użyty do ważnéj missyi nie mogę słuchać piérwszego lepszego szpaka, który przyjdzie i powie mi: pójdź za mną!
— Masz słuszność. — Chodźmy.
Obaj opuścili bufet.
Z wielką trudnością przetłoczyli się przez korytarz, po zapadnięciu zasłony nagle zapełniony, i stanęli o dwa kroki od loży, w któréj siedziały hrabina Ofelia i księżna de Longueville.