Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/373

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


odpowiedz, łotr wysłał na mnie grooma, który mnie porządnie swą laską osmagał.
— Do prawdy! zawołała hrabina.
Zuzanna poczerwieniała.
— Mam honor powtórzyć pani hrabinie, że istotną prawdę mówię — odpowiedział pan de Lancester, — porządnie mnie wybił.
— I cóżeś pan uczynił?
— Na nieszczęście pani, nie jestem bogaty... wyjąłem pugilares i tylko lichą pięcio-liwrową bankocetlę dałem groomowi.
— Pięć liwrów za to, że pana obito!
— Byłbym chętnie i z dobrego serca zapłacił za nie dziesięć gwineów, gdyby moje dochody na to pozwalały... O! bo widzi pani, milord mój brat musiał opłakaną noc przypędzić!... Miałem tam kilku dobrych przyjaciół, którzy mi posłużą za świadków, i zaniosłem skargę do sądu... Stąd wzrośnie proces, skandal, milady!... brat kazał lokajowi obić brata... Pragnę, aby adwokat mój wszystkich słuchaczy do gorących łez pobudził... Wszak jest czego płakać, nie prawdaż?... Ale racz mi pani powiedzieć, czy nie postrzegłaś w sali hrabiego de White-Manor?
— Właśnie, gdybym go nawet widziała, nie przyznałabym się panie do tego, odrzekła hra-