Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/354

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lancester, czy mu chcesz zapłacić jego dochód z dzisiejszego wieczoru?
— Właśnie po to przyszedłem moi panowie.
Wstał i pochylił się ku przodowi loży.
— Cudowna kobieta! rzekł postrzegając Zuzannę.
— Ah! to co innego! zawołał vice-hrabia, teraz przysiągłbym, że jest zachwycająca... Ja ślepo ufam temu kochanemu Brian.
— Do widzenia panowie, rzekł tenże; pójdę poszukam milorda mego brata.
— Biédny hrabia! rzekł znowu jeden dandy po wyjściu Briana, wiécie co, panowie, że gdybym był lordem White-Manor, oszalałbym z powodu tego Briana?
— Byłoby też czego.
— Brian bardzo dobrze postępuje! rzekł drugi, i ma słuszność!
Zaczęto znowu mówić o psach, tancerkach, ladych, żokejach, kamizelkach, koniach, szpicrutach i t. p..
Zuzanna i hrabina pozostały same w obec siebie. Ofelia ze swéj strony miałaby zapewne wiele powodów do niekorzystnych uprzedzeń o tak nagle narzuczonéj sobie kobiécie, którą znał Rio-Santo i któréj usługiwał z taką goto-