Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/347

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie rozumiem cię pani, przerwał z uśmiechem Rio-Santo. Przybyłem tu pomówić z panią Oo Paryżu... Jakież nam pani przywozisz wiadomości z Francyi, jeżeli spytać wolno?
— Markiz o niczém nie wié, mój aniele! szepnęła stara księżna do ucha Zuzanny.
— Mniemałam że on jest panem, któremu służyć powinnam, wyjąkła piękna dziewica cała zarumieniona.
Stara księżna dała znak energicznego zaprzeczenia, a Zuzanna znowu spuściła oczy, ale nie tak spiesznie, iżby w nich nie można było wyczytać wyrazu powątpiewania.
Rio-Santo jeszcze się jéj przypatrywał przez chwilę.
— Pani, rzekł potem do Francuzki, którą przywołał w głąb loży, znajdź natychmiast pozór do wyjścia... Ta młoda dziewica powinna być sama kiedy tu powrócę.
To powiedziawszy skłonił się Zuzannie i wyszedł.
To nagłe pożegnanie może nieco obraziło owdowiałą księżnę de Gèvres, ale nie pokazała tego po sobie.
— Kochane dziécię, rzekła, chciałabym zostać przy tobie, aby ci przewodniczyć i wspie-