Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Saunie i Patrik zostali na schodach, i owinąwszy się w ciężkie płaszcze, rozciągnęli nieruchomie na ziemi.
Inni flisi i kapitan Paddy O’Chrane zajęli w równéj liczbie trzy łodzie, czarne, wysmuklę, których pokłady mało co wystawały nad powierzchnią wody.
— Daléj do wioseł, rzekł po cichu Paddy dowodzący łodzią admiralską; płyń!
Trzy łodzie jak najciszéj odbiły od brzegu, omijając i torując sobie z wielką trudnością drogę między statkami wszelkiego rodzaju, które zalegały oba brzegi kanału Tamizy.
Gęsta mgła, prawie dotykalna i cała nasiąkła ciężkiemi waporami ziemnego węgla, pokrywała rzekę, jakby ogromny całun. Gdzie niegdzie tylko błyskały oddalone ognie, bo na okrętach stojących na kotwicy prawie już wszystkie pogaszono światła. Nie było nikogo, ani na czółnach, ani na szalupach. Czasami tylko zapomniana lampa dogorywała nad głową uśpionego strażnika.
Było to w niedzielę wieczorem. — Interesa spały. Po za opuszczonémi, lub strzeżonémi przez lunatyków okrętami, Southwark i City pokazywały swe przyćmione gazy i szkarłatne szyby