Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/333

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ce-hrabiemu Lantures-Luces, zapewne dlo zapytania o przyczynę apostrofy.
Policyant zniecierpliwiony podstępami Ślimaka, który szukał przejścia, rzucając się to w prawo, to w lewo? spuścił nakoniec swą ołowianą laseczkę, Ślimak usunął się miaucząc, a laseczka spadła na barki dżentlmena.
Goddam! zawołał zgłupiały policyant.
Dżentlmen cofnął się krokiem w tył, szybko zapiął swój frak elegancki i podniósł w górę obie pięści. Policyant zdawał się chcieć wytrzymać natarcie, ale gdy latarnia nadjeżdżającego powozu przypadkiem oświecała twarz jego przeciwnika, uciekł jakby miał szatana w piętach.
— Eh! zawołał Lantures-Luces, to kochany Brian de Lancester... Ah! ah! mocny Boże! panowie widzieliście też co śmiejszniejszego? Jakże ten policyant wziął nogi za pas!... Mój kochany, chciałbym umieć boxować po twojemu dla ukarania łotra, co przed chwilą zaciął moje konie i o mało co nie potłukł naszej bogini Briotta la diva.
— To ja, rzekł Brian starannie odkładając klapy rozpiętego fraka.
— Kiedy tak, to co innego, mój kochany! nie mówmy już o tém, spiesznie dodał Lantures--