Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/329

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zów, tak jak poprzednio widziano ogromne tłumy pieszych.
W ciągu tego zjazdu powozów wszyscy obcinacze cudzych worków, największéj doznają drażliwości; bo najmniejszy połów jest tu zwykle bardzo korzystny, a lepiéj jest zrewidować jednę szlachecką kieszeń jak dwadzieścia mieszczańskich; ale trudności są także wielkie i złodzieje po większéj części nie trudzą się nawet daremném wychodzeniem z publicznych domów, słysząc huk toczących się po bruku pojazdów.
Naprzód, mówiąc właściwie, nie ma już takiego natłoku; niecisną się, nie popychają. Przy tém groomy mają długie i giętkie kije, którémi często umieją zmierzyć z dziwną łatwością grzbiet jakiemu z podejrzanych przemysłowców; nakoniec policyanci, tyle obojętni i ospali gdy idzie o public, rozbudzają się nieco dla protegowania milordéw i miladych. Nie trzeba jednak mniemać, aby okoliczność ta zbyt wielką stanowiła przeszkodę, bo policyant angielski, śpiący, czy przebudzony, zwykle jest bezużyteczném stworzeniem.
Cokolwiek bądź, kilku złodziei, po większej części młodych, śmiałych, do najwyższego stopnia zgrabnych i których doświadczenie wsparte