Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/327

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzy tego nędznego łotra, którego szanuję jak powinienem... Zawsze tajemnice! Nie jestem ciekawy; ale gdybym nie wiedział, ze nocni milordowie więcéj nawet jak potrzeba mają mocy aby mię powiesić, znalazłbym łatwo sposób widzenia wszystkiego jak na dłoni.
— Paddy! panie O’Chrane! krzyknął głos płaczliwy wewnątrz teatru.
— Dobrze, moja kochana Doroto, dobrze wielki kurku od wódki! odpowiedział kapitan, niech mię Bóg skarze! trzeba przecie robić interesa.
I dobry Paddy wszedł nie śmiejąc obrócić się i ujrzeć właściciela głosu, który tylko co mówił mu do ucha.