Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/323

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dwa ostre i mocne zęby jak u szczupaka wpiły mu się w palce.
— Ślimaku, obrzydły kocie! zawołał Paddy konwulsyjnemi porszeniami usiłując obrócić się. Klnę się na całe piekło! że ci karku nakręcę, jeżeli mi nie puścisz ręki!
— Fi, kapitanie, fi! klniesz się na całe piekło, odpowiedział Ślimak i ugryzł go po raz drugi; czy ci nie wstyd przychodzić do teatru bez chustki od nosa?... Schyl się kapitanie, mam ci coś powiedzieć.
— Bodajbym umarł, jeżeli ta przeklęta jaszczurka nie ugryzła mię do krwi! mruknął Paddy schylając się jednak; cóż masz mi do powiedzenia Ślimaku?
— Mam ci powiedzieć kapitanie... Ah! to mistress Burnett z pod Korony!.... nie zły gust panie O’Chrane!... Mam ci powiedzieć... Dla Boga! jakże mistress Burnett czerwona kapitanie!
— Duszę się! rzekła machinalnie biedna szynkarka, którą napływ widzów znowu przyprowadził prawie do stanu omdlałości.
— Ona się dusi, kapitanie, powtórzył Ślimak; ludziom, którzy duszą się trzeba dać kułaka w kark... To rzecz wiadoma!