Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale jest godzina, w któréj sen utrudza, w któréj pościel drażni nerwy, w któréj potrzeba wstać, działać i żyć.
Godzina ta oddawna już wybiła. Zamiast przyzywanego snu przyszły natrętne myśli, których nie żądano wcale, wspomnienia, smutki, żale...
Widziała przed sobą, jakby w ruchomym obrazie, swobodne swe dziewicze życie. — Widziała się jak wówczas kiedy jéj piękność, świéża jak jéj dusza, ćmiła wszystkie w około siebie piękności; zadrżała z radości na samo wspomnienie o tych słodkich tryumfach dziecinnej kokieteryi, siejących kwiaty pod stopy młodéj i ładnéj dziewicy występującéj na świat; uśmiechnęła się do swych młodych miłostek, które tak czule, lękliwie, W marzeniu, i tak rychło, przeminęły!
Następnie ujrzała się po raz piérwszy siedzącą na jedwabnych poduszkach małżeńskiego powozu. Była panią, była hrabiną. Sławna dewiza: Honni soit qui mai y pense! okrążała jeé herb; miała sobie równych, ale nie miała wyższych.
Potém widziała się w piérwszych miesiącach wdowieństwa, które nową dodaje perłę do korony każdéj młodéj kobiéty. Widziała jak jéj zazdroszczono, pochlebiano, nienawidzono!... Jak była szczęśliwą!...