Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jakób cały zadrżał, ale nie ruszył się. Zimny pot wystąpił mu na czoło.
— Widziałem... rzekł cicho i głęboko. Nie wątp pan o tém co powiem panie Mac-Nab, bo przysięgam na pamięć zmarłego ojca mojego, i nigdy nie kłamałem... Usiłowano tu popełnić zabójstwo... tu... w téj chwili... w pańskiéj przytomności... zabójstwo na pół nieżywym człowieku... O! widziałem, powiadam panu! ci ludzie chcieli zabić Percewala!
Stefan wpoił głęboki i badawczy wzrok w doktora Moore.
— Ten lokaj, mój panie, jest najzacniejszym człowiekiem, rzekł; z drugiéj strony, wiém że doktor Moore jest jednym z najznakomitsych członków kollegium królewskiego, i gnę kolano przed jego głęboką nauką i nieocenioném światłem... ale ten dżentlmen jest moim najlepszym przyjacielem... wybacz pan więc choć niesłusznym powątpiewaniom i dozwol niech mu służę za pomocnika w bandażowaniu, które raczysz dokończyć: jestem licencyat oxfordzki.
Stefan żywo zawinął rękawy.
— Niech Wasza Wielmożność uważa! rzekł Jakób.