Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Cicho! zawołał głos nieznajomy przez nieco uchylone drzwi; na życie twoje zaklinam, milcz!
Drzwi zamknęły się.
Jakób padł na kolana i przyczołgał się aż do progu.
— Nic nie słychać, szepnął przytykając ucho do szczeliny we drzwiach: nic! Cóż się dzięje? o Boże!... czy on żyje?... czy?...
Jakób nie mógł dokończyć myśli swojéj. — Słaby szmer dał się słyszeć w przyległym pokoju. Było to jakby powolne tarcie się dwóch kawałków stali.
Jakób wstał i przytknął oko do dziurki od klucza.
Postrzegł na środku pokoju łóżko swego pana, które wyniesiono z alkowy dla większego światła. Na nim leżał Frank Percewal bez ruchu, z zamkniętémi oczami, wybladłą twarzą, odrętwiałymi członkami jak u trupa.
Tu i owdzie na podłodze porozrzucano pokrwawioną bieliznę.
Przy oknie siedział Stefan Mac-Nab, blady, » pochyloną głową, twarz zakrył obu rękami.