Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Usłyszano szelest lekkich kroków na schodach wiodących na wyższe piętra.
Wiedzieć należy, iż piękna Anna od tygodnia używała całéj swéj wymowy na odradzenie Stefanowi, aby nie chodził na bal do Trewor-house. I ona także była naiwnie zazdrosną; pojmowała niejako, ile nieodpartéj ułudy mieć w sobie musi modna kobieta; jéj niewieści instynkt zgadywał całe upojenie, w jakie wpada młody człowiek na progu owych salonów, gdzie uśmiechy krzyżują się w pośród nabalsamowanéj atmosfery, gdzie spojrzenia szukają się, wywołują, zapytują, odpowiadają sobie... mocno się trwożyła, biedna dziewica, bo całą mocą kochała Stefana.
On nagle, jakby przebudzony, przysłuchiwał się i pochylił głowę ku drzwiom.
— To głos Anny! szepnął po chwili; to chód Anny! Biédna, słodka dziewczyna!... O! Klara nieprzyjdzie, ją wcale nie obchodzi, czy pójdę na bal lub nie!...
I w obie dłonie ukrył twarz swoję.
— Jakże była piękna, mój Boże! rzekł, i jakie to spojrzenie byłoby mię dumnym uczyniło!... O! kocham ją; kocham od czasu jak lękam się o