Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Biedny Saunie! mruknął Tom Turnbull.
— Biedny Saunie! powtórzył mały Ślimak, udając że płacze; on tak dobrze szczekał! Mały Ślimak był to dosyć ciekawy do widzenia wyskok bandycki. Wyglądał na lat najwięcéj trzynaście, ale twarz jego blada, wyniszczona, żółta, pełna zmarszczek, podobną była raczéj do twarzy starca. Rysy jéj przedstawiały podwójny wyraz: już to tchnęły najzupełniejszą zwierzęcością, już jaśniały promieniem złośliwości prawdziwie djabelskiéj. Był zaledwie wzrostu jednasto-letniego dziecka, a jego wychudłe członki bez muszkułów nieoznazzały bynajmniéj zbliżania się w nim dojrzałego wieku. Jak wszystkie dzieci złe lub dobre, gwałtem chciał on wznieść się do godności mężczyzny, i w rzeczy saméj stad już na tak wysokim szczeblu drabinki złego, że mógł żądać jakiegoś rodzaju poważania od swych towarzyszy.
— Dla czego pan Smith nie powiedział od razu, że Jego Wielmożność jest na górze? ryknął Charlie rzucając na kassyera nieprzyjazne spojrzenie, bylibyśmy czekali spokojnie.
— Rzeczy mogłyby się były pogodzić, rzekł Bob-Lantern bardzo cicho, ale po co narobiliście tyle hałasu... Co do Jego Wielmożności nie wiém